Niecodziennik

August 22, 2008

Gdyby restauracje dzialaly jak Microsoft …, czyli Zupa dnia w 1 akcie

Filed under: Kabaret — admin @ 10:37 am

Gdyby restauracje dzialaly jak Microsoft …, czyli Zupa dnia w 1 akcie

Klient: Kelner!
Kelner: Dzien dobry. Jestem Bill i bede panskim kelnerem do spraw technicznych. W czym problem?
Klient: W mojej zupie jest mucha!
Kelner: Prosze spróbowac jeszcze raz, moze nastepnym razem nie bedzie muchy.
Klient: Nie, jest tam dalej.
Kelner: Moze to z powodu sposobu jedzenia zupy; prosze spróbowac widelcem.
Klient: Nawet jak uzywam widelca, w zupie dalej jest mucha.
Kelner: Moze zupa nie jest kompatybilna z talerzem; jakiego talerza pan uzywa?
Klient: Talerza DO ZUPY!
Kelner: Hmmm, to powinno dzialac. Moze to problem z konfiguracja; jak ten talerz zostal ustawiony?
Klient: Przyniósl go pan na tacy; co to ma wspólnego z mucha w mojej zupie?
Kelner: Czy pamieta pan, co pan robil przed zauwazeniem muchy w zupie?
Klient: Usiadlem i zamówilem Zupe Dnia!
Kelner: Czy myslal pan o zrobieniu upgrade zupy do najnowszej wersji Zupy Dnia?
Klient: Macie codziennie wiecej niz jedna Zupe Dnia?
Kelner: Tak, Zupa Dnia jest zmieniana co godzine.
Klient: Wiec jaka jest teraz Zupa Dnia?
Kelner: Aktualna Zupa Dnia jest zupa pomidorowa.
Klient: Dobrze. Prosze wiec mi przyniesc zupe pomidorowa i rachunek. Spiesze sie.
Kelner odchodzi i powraca z nowym talerzem zupy i rachunkiem.
Kelner: Prosze. Zupa Dnia i rachunek.
Klient: To jest zupa ziemniaczana.
Kelner: Tak, zupa pomidorowa nie jest jeszcze gotowa.
Klient: Jestem glodny, zjem juz wszystko.
Kelner odchodzi.
Klient: Kelner! W mojej zupie jest karaluch! (…)

Rachunek:

  • Zupa Dnia $ 5.00
  • Upgrade do najnowszej Zupy Dnia $ 2.50
  • Dostep do wsparcia technicznego $10.00
  • PS. Robak w zupie jest dostarczany nieodplatnie (Problem bedzie naprawiony z jutrzejsza Zupa Dnia)

April 16, 2008

Noebuirokracja

Filed under: Kabaret, Społeczeństwo — admin @ 10:29 am

…przyplątało się mailem:

Po wielu latach Bóg spojrzał znów na ziemię i stwierdził, że się bardzo
źle dzieje. Ludzie byli zepsuci i skłonni do przemocy, więc postanowił
znów zesłać potop i zniszczyć ludzkość. Ale przedtem zawołał Noego i
powiedział:
- Zbuduj arkę z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 łokci długa, 50 łokci
szeroka, 30 łokci wysoka. Zabierz i dzieci, i z każdego gatunku zwierząt
po parze. A za 6 tygodni ześlę wielki deszcz.
Noe nie był zachwycony - znów 40 dni deszczu, 150 dni bez wygód na arce,
bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzętami - ale był posłuszny i
obiecał spełnić wymagania Boga.
Po 6 tygodniach zaczęło padać dzień i noc. Noe siedział w ogródku i
płakał, bo nie miał arki. Bóg wychylił się z nieba i zapytał:
- Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?
Noe odpowiedział: Panie, coś mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć
podanie o budowę. W urzędzie myśleli, że chce budować stajnię dla
baranów. Potem nie podobała im się architektura - za wymyślna dla
baranów, a w budowę statku na lądzie nie chcieli wierzyć. Także wymiary
nie znalazły poparcia, bo dziś nikt nie wie, jaką miarą jest łokieć.
Po przedłożeniu nowych planów dostałem znów odmowę, bo budowa stoczni
w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej działki
zaczęły się nowe kłopoty. W tej chwili np. chodzi o to, że w planach nie
są uwzględnione systemy do gaszenia w czasie pożaru. Na moją uwagę, że
będę przecież otoczony wodą, przysłali mi psychiatrę powiatowego. Kiedy
psychiatra upewnił się, że jednak buduje statek, zadzwonili do mnie z
województwa, żeby mi uświadomić, że na transport statku do morza będzie
potrzebne nowe zezwolenie, a będzie o nie trudno, bo minister podał się
do dymisji.
Kiedy powiedziałem, że statku nie muszę transportować, bo będzie i tak
otoczony wodą, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, według
przepisów unii, złożyć podanie do Brukseli w ośmiu odbitkach i trzech
urzędowych językach o zezwolenie na zalanie terenów zamieszkałych. Z
drzewa cedrowego musiałem też zrezygnować - nie wolno go już ze
względów ekologicznych sprowadzać. Próbowałem kupić tutejsze drzewo, ale
nie
dostałem tej ilości ze względu na przepis o ochronie środowiska,
najpierw musiałbym zadbać o sadzenie drzew zastępczych. Na moją
wzmiankę o tym, że i tak będzie potop i nie opłaca się tu sadzić żadnych
drzew,
przysłali mi nowego psychiatrę, tym razem z województwa. Krótko mówiąc -
dałem kilka łapówek, kupiłem drzewo, znalazłem nawet cieśli do
budowy, ale oni najpierw utworzyli związki zawodowe.
Kiedy się okazało, że nie mogę ich opłacić wg. taryfy, to rozpoczęli
strajk, tak że budowa arki znów się odwlekała. W międzyczasie zacząłem
sprowadzać zwierzęta. Tylko że wmieszał się związek ochrony zwierząt i
zabronił mi (zarządzenie unii europejskiej Nr. 733/6/987) transportu
jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musiałem podać cel transportu tych
zwierząt, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci
sprawdzają, czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. A
działacze z Greenpeace wskazali na konieczność specjalnego urządzenia
do pozbycia się gnoju i innych odpadów pochodzących z hodowli zwierząt.
Panie Boże, teraz jeszcze podał mnie mój sąsiad do sądu, twierdząc, że
buduje prywatne zoo bez zezwolenia. Moje nerwy są zszarpane, nie mogę
spać, arka nie gotowa, a ty już zesłałeś deszcz.
W tej chwili przestało padać, wyszło słońce i tęcza. Noe spojrzał w
niebo i powiedział: Czyżbyś się Boże rozmyślił i nie chcesz już
zniszczyć ludzkości?
Bóg odpowiedział:
- Nie trzeba. To załatwi biurokracja.

September 28, 2007

“Zablokowała pani telefony w całym województwie lubelskim”

Filed under: Kabaret, Społeczeństwo, Świat techniki — admin @ 11:25 am

“Zablokowała pani telefony w całym województwie lubelskim” - usłyszała sprzedawczyni pewnego sklepu spożywczego. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że w ciągu kilkunastu minut straci 2,5 tysiąca złotych.

Mężczyzna przedstawił się za przedstawiciela jednej z sieci komórkowych. Stwierdził, że sprzedawane w tym sklepie kody doładowujące stan konta telefonu, spowodowały zablokowanie całej sieci telefonicznej w województwie lubelskim. Naturalnie zaproponował rozwiązanie - zaproponował kobiecie, aby podała mu kody doładowujące wybranych sieci komórkowych.Jak stwierdził - ich wyeliminowanie usunie awarie. Kobieta bez zastanowienia przekazała rozmówcy żądane informacje. Dodatkowo zaproponował, aby zniszczyła jeszcze wydruki operacji - to tak dla pewności. Naturalnie i tą prośbę sprzedawczyni wykonała bez zastanowienia.

Oczywiście czas na refleksję przyszedł o wiele za późno. Właściciel sklepu stracił 2,5 tysiąca złotych.

[Źródło: Telepolis.pl]

September 6, 2007

[teledyski] Liam Lynch - United States of Whatever

Filed under: Kabaret, Muzyka, Społeczeństwo — admin @ 10:29 am

Niecodziennie zdarza mi się znaleźć tak fajną muzykę. W ostatnim czasie mój Amarok przy pomocy Last.fm znalazł mi coś takiego:

Liam Lynch - United States of Whatever - super kawałek. Ciekawostka - jest to jeden z najkrótszych utworów (to tego roku był najkrótszym), które dotarły do pierwszej dziesiątki list przebojów (UK, Australia, USA).

Poniżej teledysk do tego utworu (tekst poniżej / poniżej tekstu świetna parodia WARTO ZOBACZYĆ! rewelka!!!, jeszcze niżej fragment koncertu Foo Fighters na którym ten kawałek zaśpiewał Liam Lynch):

I went down to the beach and saw Kiki
She was, like, all “ehhhh”
And I was, like, “whatever!”

Then this chick comes up to me and she’s all, like,
“Hey, aren’t you that dude?”
And I’m, like, “yeah, whatever!”

So later I’m at the pool hall
And this girl comes up
And she’s, like, “awww”
And I’m, like, “yeah, whatever!”

Cuz this is my
United States of Whatever!
And this is my
United States of Whatever!
And this is my
United States of Whatever!

And then it’s three A.M.
And I’m on the corner, wearing my leather
This dude comes up and he’s, like, “hey, punk!”
I’m, like, “yeah, whatever!”

Then I’m throwing dice in the alley
Officer Leroy comes up and is, like,
“Hey, I thought I told you…”
And I’m, like, “yeah, whatever!”

And then up comes Zafo
I’m, like, “yo, Zafo. What’s up?”
He’s, like, “nothin’”
And I’m, like, “that’s cool.”

Cuz this is my
United States of Whatever!
And this is my
United States of Whatever!

Dżordż Dablju Busz … Whatever:

Foo Fighters & Liam Lynch - United States of Whatever:

Jak dla mnie rewelka!

July 20, 2007

Teatrzyk

Filed under: Kabaret — admin @ 12:04 pm

Zima. Legowisko niedźwiedzi. Mały niedźwiadek budzi starego siwego misia:
- Dziadku! Dziadku, opowiedz mi bajkę!
- Śpij… - mruczy dziadek - …nie czas na bajki…
- Ale dziadku! No to pokaż teatrzyk! Ja chcę teatrzyk! - krzyczy mały.
- No dooobrze… - sapie dziadek gramoląc się pod łóżko i wyjmując stamtąd
dwie ludzkie czaszki. Wkłada w nie łapy i wyciągając je przed siebie mówi:
- Docencie Nowak, co tak halasuje w zaroślach?
- To na pewno świstaki, panie profesorze…

June 22, 2007

Spam jednak działa! Pewna Polka straciła 250 tys. zł bo uwierzyła w treść spamu!!!

Filed under: Kabaret, Społeczeństwo — admin @ 10:06 am

Nie wiem skąd biorą się aż tak naiwni ludzie, a jednak …

“W sumie 250 tys. zł w brytyjskich funtach straciła mieszkanka Nowego Sącza, mamiona przez internetowych oszustów wizją dobrze płatnej i prestiżowej posady - poinformowała rzeczniczka nowosądeckiej policji, Beata Froehlich.

Kobieta, chcąc kierować zagraniczną fundacją charytatywną, na żądanie oszusta lub oszustów dokonywała wielokrotnych wpłat na poczet rzekomych opłat za operacje bankowe, podatków, a nawet czynności prawnych.

We wrześniu ubiegłego roku kobieta otrzymała na swoją skrzynkę internetową korespondencję w języku angielskim z Wybrzeża Kości Słoniowej. Informowała ona o osobie, która chce przekazać na cele charytatywne w Polsce 8,5 mln dolarów, oferując 30% tej kwoty komuś, kto zechciałby zająć się kierowaniem pracami fundacji w Polsce. Sądeczanka odpowiedziała na ofertę i tu zaczęły się operacje finansowe, ale niestety tylko z jej strony - powiedziała Froehlich.

Sądeczanka sukcesywnie była informowana o przelewaniu pieniędzy na utworzone dla niej w Londynie konto bankowe. Jednocześnie kobieta otrzymywała informacje, że pieniądze nie docierają, ciągle z innych powodów. Kilkanaście razy przychodziły do niej zawiadomienia o konieczności wpłat różnych kwot w funtach, a to za odzyskanie pieniędzy, które poszły pomyłkowo na inne konto, za odblokowanie zatrzymanego w Szwajcarii transferu pieniędzy, za operacje bankowe, jako podatek - wylicza rzeczniczka nowosądeckiej policji.

Oszust lub oszuści chwytali się wciąż nowych sposobów, aby wyciągnąć kolejne kwoty. W lutym już pocztą tradycyjną kobieta otrzymała list z Beninu, w którym zamiast czeku na kwotę 2,5 mln dolarów były podarte czyste kartki. Kobieta przez internet skontaktowała się z adwokatem z Beninu, który cały czas “pilotował” stronę finansową przyszłej fundacji. Oświadczył on, że czek musiał zostać skradziony, a jego unieważnienie kosztuje 25,5 tys. dolarów, z czego kobieta musi wpłacić 8 tys. USD - relacjonuje policjantka.

W marcu przedstawiciel rzekomej fundacji w Londynie przesłał kobiecie do wypełnienia formularze, na podstawie których miało w końcu dojść do wypłaty wynagrodzenia dla sądeczanki. Znowu jednak konieczne były korekty w dokumentach, a ich uzupełnienie to kolejne koszty - 24,5 tys. funtów.

Na domiar złego sądeczanka otrzymała informację, że zanim zostaną przelane miliony, musi zapłacić od nich podatek w kwocie 54 tys. funtów w dwóch ratach. Dopiero wówczas na jej konto wpłyną również w dwóch ratach pieniądze w łącznej kwocie 9 mln dolarów. Po wpłaceniu przez poszkodowaną pierwszej raty, w wysokości 27 tys. funtów, w oczekiwaniu na przelew z pieniędzmi od fundacji, otrzymuje ona korespondencję z nakazem wpłaty 1,2 tys. zł za sortowanie pieniędzy. Zapłaciła tę kwotę. Po kilku dniach otrzymała wezwanie do wpłacenia 1,8 tys. funtów za kwit odprawy celnej i to również zapłaciła - wylicza Beata Froehlich.

Zniecierpliwiona mieszkanka Nowego Sącza pojechała w końcu do Londynu. W banku, w którym miało być założone dla niej konto dowiedziała się, że nigdy takiego konta nie miała. Po powrocie do kraju zawiadomiła policję w Nowym Sączu o oszustwie. ”

[Źródło: Internetowe Forum Policyjne]

December 7, 2005

Dawka klasycznego humoru…

Filed under: Kabaret — admin @ 12:03 am

- Kolego Fedorowicz! Kolega popełnia straszne błędy językowe. Kolega
powiedział przed chwilą: fragment wiersza. A przecież fragment jest to coś,
co odbywa się w drożdżach. Piwo fragmentuje. Oranżada może być
sfragmentowana.
- Sfermentowana. To jest ferment.
- Nie. Ferment to jest szczelne zamkniecie. Mówimy: fermetycznie zamknięte.
- Hermetycznie.
- Kolego… kogo kolega chce uczyć? Czy kolega nie wie, ze ja jestem świetny
langusta?
- Kolega jest świetny co?
- Langusta. Czyli taki, co zna języki.
- Lingwista! Langusta to jest taki skorupiak. Bardzo smaczny zresztą.
- Nie. Skorupiak, to może być: szkrab, krawatka, homer…
- Homar!
- Nie. Homar to jest taki owad. Mówi się, że pod wieczór najbardziej homary
kąsają.
- Komary!
- Kolega naprawdę nie ma za grosz pigmentu do języków.
- Aaa, tu kolegę złapałem. Nie można mieć pigmentu do języków, bo pigment
nie ma nic wspólnego z językiem. Pigment jest to taki mały człowiek.
- Tacy mali ludzie to chyba Pigmeje?
- Nie. Pigmeje to są góry. Miedzy Francją a Hiszpanią leży cały pas takich
Pigmejów.
- To są Pireneje!
- Pireneje to są starożytne budowle w Egipcie. Jest Sfinks, a dookoła niego
Pireneje. Budowali je bardzo dawno temu farmazonowie.
- Fanfaronowie!
- Jak?
- Był nawet taki film według Prusa: Fanfaron.
- Tak jest! Widziałem! Fanfaron Tulipan.
- Gratuluję. Kolega jest też świetnym langustą.